- Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka jako pierwsze z certyfikatem "Czyste Leczenie"
- Katowice: GCZD z certyfikatem Czysty Szpital
- Czyste leczenie w GCZD
Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka jako pierwsze z certyfikatem "Czyste Leczenie"
Polska Dziennik Zachodni
Agata Pustułka
2010-06-01 23:26:54 , Aktualizacja 2010-06-02 12:19:43
Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach jest pierwszym szpitalem w Polsce, który otrzymał certyfikat "Czyste Leczenie", przyznany przez Europejskie Stowarzyszenie "Czyste Leczenie". Oznacza to, że w placówce wprowadzono procedury sanitarne i nadzór epidemiologiczny, które mają zminimalizować ryzyko zakażeń wewnątrzszpitalnych.
Czy szpitale muszą się ubiegać o certyfikat czystości, by udowodnić, że są dla pacjentów bezpieczne, zwłaszcza, że za ten certyfikat trzeba płacić?
W tym wypadku chodzi nie tylko o czystość sal chorych, ale przede wszystkim o odpowiednią sterylizację narzędzi chirurgicznych, a także częste mycie rąk przez pracowników i bezwzględny obowiązek zakładania jednorazowych rękawiczek. O tym, jak wygląda szpitalna rzeczywistość, wie niemal każdy z nas. Skutki pobytu w szpitalu mogą być opłakane, gdy wychodzimy do domu zabierając gronkowca czy żółtaczkę typu C.
Udowodnienie faktu, że do zakażenia doszło w szpitalu nie jest łatwe, ale możliwe i coraz częstsze. Niekiedy dowody winy szpitala są stuprocentowe np. wtedy, gdy chory przebywał tylko w jednej placówce. Trudniej jest wtedy, gdy choroba powoduje, iż pacjent musi być przewożony z jednej lecznicy do drugiej. Pacjenci coraz częściej wygrywają odszkodowania. Są to kwoty od 10 do 300 i więcej tysięcy złotych.
Szpitale ponoszą podwójne koszty, bo, jak tłumaczył wczoraj dr Marcin Wrzuś-Wieliński, prezes Stowarzyszenia "Czyste Leczenie", zakażenie wewnątrzszpitalne dziesięciokrotnie podnosi koszty leczenia pacjenta. Zdaniem dr. Wrzusia-Wielińskiego nadzór nad bakteriami jest też często fikcją w przychodniach i prywatnych gabinetach, zwłaszcza o charakterze zabiegowym. Dotyczy to np. gabinetów stomatologicznych i ginekologicznych. Mimo wprowadzenia rygorystycznych wymogów dotyczących m.in. obowiązku posiadania zaplecza sanitarnego, placówki te są praktycznie poza kontrolą.
Otrzymanie certyfikatu jest poprzedzone analizą zagrożeń epidemiologicznych, jakie mogą wynikać ze złych warunków lokalowych, braku odzieży ochronnej, funkcjonowania sterylizatorni. Certyfikat daje też pacjentowi gwarancję, że w jego dokumentacji, oprócz historii choroby, muszą znaleźć się dane identyfikujące wszystkich, którzy np. wykonywali zastrzyki lub robili badania, by prześledzić potem ewentualne źródła zakażenia.
- Co czwarta skarga, która do nas trafia, dotyczy zakażeń wewnątrzszpitalnych m.in. żółtaczką typu C. Można mówić nawet o cichej epidemii dotyczącej właśnie tej choroby - twierdzi Adam Sandauer, przewodniczący Stowarzyszenia "Primum Non Nocere", które zajmuje się obroną praw pacjentów.
O tym, że to, niestety, brud jest w lecznicach standardem, świadczą wyniki kontroli NIK-u w szpitalach. Wynika z nich, że ze względu na sanitarne zaniedbania trzeba by natychmiast zamknąć trzy z dwunastu skontrolowanych placówek.
- Statystycznie oznacza to, że podobnie może być w 25 procentach placówek w całym kraju - stwierdzili kontrolerzy.
Zakażenia wewnątrzszpitalne to jedna z tych polskich plag w ochronie zdrowia, o których mówi się niechętnie, zaś dane dotyczące liczby zakażeń są zwykle zaniżane. Przyjmuje się, że w każdej z placówek ok. 2 proc. chorych ulega zakażeniu w samym szpitalu podczas procesu leczenia. W większości szpitali nadzór nad zakażeniami z roku na rok jest coraz lepszy, głównie dzięki pracy zespołów ds. zakażeń wewnątrzszpitalnych.
Uzyskanie certyfikatu może mobilizować do dokładniejszego
nadzoru, ale warto zaznaczyć, że by go otrzymać, trzeba nie tylko dobrowolnie poddać się kontroli, ale i... zapłacić firmie przeprowadzającej czynności kontrolne związane z przyznaniem certyfikatu.
- Nie wpadajmy z mnożeniem certyfikatów w przesadę. Chodzi przecież o coś tak bardzo oczywistego jak czystość w szpitalu, co powinno być przecież standardem. W ubiegłym miesiącu było u mnie kilku przedstawicieli firm certyfikujących. Oferowali usługi za co najmniej kilkanaście tysięcy złotych - ocenia prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Certyfikat został przyznany katowickiemu szpitalowi na trzy lata. Po upływie tego czasu trzeba go odnowić. Zdobyciem certyfikatu jest obecnie zainteresowanych kilka placówek w Polsce.
strona
http://slask.naszemiasto.pl/artykul/436126,gornoslaskie-centrum-zdrowia-dziecka-jako-pierwsze-z,id,t.html




